AD201X. Czekamy w autobusie na płycie lotniska na rozładowanie bagaży z poprzedniego rejsu naszego samolotu na Ałtaj, opóźnionego o 2 dni. Maksat nabija się z tego, że z jednej strony walizki wyjeżdzają grzecznie taśmociągiem a z drugiej ktoś po prostu wyrzuca je z luku na glebę. Śmieszne, ale ja widzę na tym filmie jeszcze coś innego – Georgi zawieszony na relingu nie ma już nawet siły na głupawkę, tak się świetnie bawiliśmy przez ostatnie 72 godziny!
Jest ok. 6tej rano, na lotnisko przyjechalismy o 4:30 AM po niecałych czterech godzinach snu w pobliskim hotelu, gdzie trafiliśmy wczoraj po północy z tego samego autobusu – w którym czekaliśmy już raz na boarding 1,5 h ale ostatecznie lot odwołano. Dzień wcześniej wylot przełożono 3 razy. Jeszcze jeden dzień wcześniej przylecieliśmy tu obaj z Europy i po ośmiu godzinach lotu mamy 5 godzin różnicy w porównaniu naszą strefą czasową. Jetlag czuję nawet w… no, nieważne gdzie czuję. Sorry, taki mamy klimat. Śnieg poziomy, minus trzydzieści i cztery Celcjusza, buran.
Ostatecznie udało się i – z małymi problemami ❄️ 🧭 🛫 – wylądowaliśmy w Oskomenie nad rzeką Irtysz. Ale o tym to opowiem w już w następnym odcinku.

Dodaj komentarz