Sobie tu i teraz wyjaśnijmy jedną podstawową sprawę: ja kocham wszystkie żywe kobiety! Łączne z tymi których nie udało się jeszcze (mentalnie) spenetrować i tymi, na które już dziś na pewno za późno, nie zapominajmy, że na niektóre to od dnia ich ślubu czas minał bezpowrotnie, lepiej niech tak myślą!
Ale nic straconego jeśli chodzi o resztę. Albo o te, co wiążą mnie z nimi umowne więzy rodzinne – grajmy w te konwenanse dalej, kocham was Dziewczyny i tak!
Sam mieszkałem pół roku 1:1 z Teściową, ktróra robiła mi do roboty śniadanka i zabawiała przed wyjściem do roboty pierwszej klasy smalltalkiem, kocham Ją jak matkę a w życiu bym Jej nie tknął mocniej, niż sama by chciała, ot, paradoks…
Albo te wszystkie młode kuzynki, żony chrześniaków i bratanków, dziś trzydziestoparoletnie, już dziś z tym samym bagażem życia, którego wtedy nie umiały odczytać w moich załzawionych oczch gdy mnie poznawały, powierzchownie ofkors.
Oni są wszyscy pierdolnieci jak ja, próbując nad Wami zapanować przez kontrolę seksualności, Ty naprawdę myslisz, że bedziesz Królową dopiero, gdy wybuchnie o Ciebie wojna? Uspokój się, bądź jak Moana, co jej zmienili dla włoskiej publiki imię, bo się za bardzo kojarzyła z tamtejszą „Gwiazdą” porno, zacznij to lubić!
Siostry, kuzynki, dalszą rodzinę po kądzieli, tzw. koleżanki z pracy and beyond to goraco pozdrawiam, Was obserowałem w sposób, któregoście się na bank nie spodziewały a Wasi faceci to już na pewno. Swoje zdanie mam i ono, Kochane, akurat wypada na Waszą korzyść, wiec spoko!
I tyle, co jeszcze byście chciały, serenady? samochody? wycieczki? banknoty za majtki? Suknie? Proś o co chcesz Dziewczyno!

Dodaj komentarz