Zabiłaś się kiedyś? Ja robię to codziennie, właściwie można powiedzieć, że odkąd sięgam pamięcią, sięgam też w kiblu prawą ręką po Ojca żyletkę z maszynki do golenia. Albo po dwie garści relanium z apteczki Siory i do tego setkę wódki z barku oraz pokruszony oksazepam, w nos. Nazwisko zobowiazuje, wiązanie sznura w pętlę typu krawat przećwiczyłem na żaglach tak, że zamykam oczy, gdy jakaś lina wpadnie mi w ręce. Zdumiewająco powtarzalna, pewna, wyćwiczona sekwencja gestów w zasadzie sama się robi i odruchowo zadzierzgniety węzeł zawsze wychodzi w moim rozmiarze kołnierzyka – chociaż zwykle moje zerowe zdolności manualane nie pozwalają mi nanizać igły nitką albo nitki igłą, w sensie, że w ucho.
Zaczynam to co rano, tyle że w odwrotnej kolejności: najpierw golenie twarzy bez patrzenia w lustro, potem w nos i wódka, choć pozostałe tabletki i ostre krawędzie wyczekująco rzucają mi się w oczy, obiecując, że z nimi wcale nie będzie bolało. Szept, którego nie słyszy nikt inny, tłumaczy na spokojnie, że zmiana pasa ruchu z niewyjaśnionych przyczyn na ułamek sekundy przed czołowym zderzeniem z ciężarówką nadjeżdżającą z naprzeciwka jest tylko o jedno zdecydowane szarpnięcie kierownicą stąd. Skok z wiaduktu pod kolejne przejeżdżające pod nogami pociągi towarowe kusi tak, że coraz trudniej po czterdziestu latach jest zmieniać po raz kolejny, podjętą już kiedyś, przez sześciolatka, decyzję.
„Czy miał Pan kiedykolwiek myśli samobójcze?” – pytają kwestionariusze na wstępie każdej kwalifikacji, czy to do pozwolenia na pracę, prawa jazdy, wojska, leczenia, zabiegu, wizy, do trzeźwienia i popijawy. A ja się pytam: czy był chociaż jeden moment, w którym myśli chciały żyć? Czy była chwila zawahania, dreszcz olśnienia, że może to z tobą jest coś nie w porządku, kiedy nurkujesz na bezdechu głębiej, niż pozwala na to objętość twych płuc, i nie spuszczasz wzroku z ciemności kryjącej dno? Nawet gdy już ratownik przystępuje do resuscytacji?
Samo imię, zawód zwany inaczej rozczarowaniem, zmycie wstydu poniżającego sakramentu pokuty to najmocniejsze postanowienie poprawy bez żalu za grzechy – Ostateczne Zadośćuczynienie. Wszyscy ci, którym naprawdę zależy, poczują ulgę, bez wynagradzania wyrządzonych krzywd. Co ty, nic już i tak teraz nie naprawisz, zatem zakończ to. Nie łudź się, tobie już nie będzie lepiej, gdziekolwiek byś się nie udała, nie udało, nie uda.
Decyzję podjąłem, gdy kazali mi skończyć wreszcie z tym przedszkolem i przestać się ze sobą cackać. Wiem, że w końcu odpowiedni moment nadejdzie, prędzej czy później. Lepiej później. Lepiej później, niż za późno.

Dodaj komentarz