Nazywam się Mirosław i nie zawaham sie tego użyć…

Trębacz z Samarkandy

„Kiedyś bardzo dawno temu ludzie mieszkający w Samarkandzie wzięli udział wespół z Tatarami w najeździe na Polskę. Podkopali się pod same mury Krakowa i chcieli zdobyć miasto z zaskoczenia. Jednak przeszkodził im człowiek (trębacz), który wyszedł na mury i zaalarmował miasto o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Nagle jednak jeden z Tatarów, napiął łuk i wystrzelił. Strzała przeszyła szyję dzielnego krakowiaka, dzięki któremu miasto zdążyło się obronić i odeprzeć atak napastników. Tatarzy mieli w zwyczaju zdawanie dokładnych raportów ze swoich wypraw. Tym razem raport był jeszcze dokładniejszy, gdyż w walce zginął książę tatarski Tamerlan. Specjalna komisja składająca się z kapłanów orzekła, że Tatarzy ponieśli klęskę, ponieważ zaatakowali, gdy miasto przygotowywało się do modlitwy, a atak ją przerwał. Uznali, że trębacz wzywał ludzi do modlitwy. Dodali do tego jeszcze przepowiednię, która głosiła, że nie będą zdobywali nowych ziem, ich królestwa upadną, a meczety porosną chwasty. Klątwa zostanie jednak zdjęta, gdy przerwana modlitwa zostanie zagrana do końca. Wiele lat później, gdy do Samarkandy przybyli polscy żołnierze i zagrali dla nich pobudkę wojskową, apel i hejnał mariacki, klątwa została zdjęta”.

Dodaj komentarz