Rzeczywiście – jeżeli uświadomisz sobie że taka Edyta Bartosiewicz od czasu „Jenny” przez 15 lat z okładem nie wydała płyty, bo coś tam poprawiała i cały czas z grubsza rzecz biorąc nie była zadowolona z efektu, brzemienia, aranżacji nowych utworów, zespołu czy tam innego oświetlenia garderoby to rozumiesz od razu że jako PM, Scrum Master czy inny Facylitator to by kobita kariery nie zrobiła!
Albo że siekł ją kryzys wieku średniego, Problemy Pierwszego Świata i z dzieciństwa w komunie kombo PTSD z syndromem sztokholmskim ( stolica Szwecji to jest, to taki stołeczny syndrom, jak Havana Syndrome trochę, w czata GPT se wpisz) – a wtedy to wiadomo, nawet mi gitara nie stroi i żadna gruba nuta nie brzmi jak należy, a co dopiero Tej Edycie Wielkiej.
Ale najdziwniejsze dla mnie, nieodgadnione, nierozwiazną Tajemnicą XX Wieku Wołoszańskiego pozostanie dla mnie aż po kres to, że nikt wtedy nie mógł Janis Joplin naszej lat 90tych, wolnego ducha bujajacego na chmurze zmobilizować, przekonać do rychłej publikacji tego co jest, skasowania Fanów za, w Jej mniemaniu, niedoróbkę – co by i tak zaspokoiło ich oczekiwania (czyli VoC OK a jak wybuchnie jakis skandalik to też spoko bo haters gonna hate, na to bydło to zawsze możesz u nas liczyć i zrobią tak, że Ci to tylko jeszcze dodatkowo sprzedaż nakęci). Dla rozładowywania z tym związanych rozterek plus mentalnego rozliczenia się samej w tekstach piosenek napiszesz nam materiału na kolejne 4 krążki. To co, chodź opchniemy miliony CD po cztery dychy za sztukę Edzia bo tyle u nas sztuka od zawsze kosztuje! W kolejnej iteracji się doda tę funkcję i dostaną co chciałaś – idealne brzmienie Edyty Bartosiewicz!
(Biznesplan jak u Taylor Swift a zauważ że przecież to nie Nashville tylko Nizina i to Środkowoeuropejska a w tamtych czasach mieliśmy rok 199X w Polsce… – przyp.red.)
Zatkao kakao i nie dali rady Artystki przegadać, nie byli pewnie za mocni w gębie ci zawodnicy z budżetami jak Gazprom czyli Majors typu Warner Music, Sony Music Entertainment, Universal Music Group. Założę się że tak było, no nie uwierzę że było inaczej.
A ja, zwykły chemik, skromny pracownik winnicy Pana, po przeczytaniu krótkiego poradnika pewnego zupełnie niszowego XVIII wiecznego autora z wojewódzkiego obecnie miasta Gdańsk, na 100% jestem pewien że bym wtedy tę naszą Edytkę przegadał. I każdą kolejną. No nie uwierzę że by mogło być inaczej.

Dodaj komentarz