Białoruś. Chwilę po tym jak Baćka dogadał się z Władymirem Władymirowiczem po paru latach cichych dni, spowodowanych romansem Wąsatego na boku z Kapitałem z Zachodu – wiadomo, kapitaliści sprzedadzą nam sznurek na którym ich powiesimy, ale żeby ludności starczało na chleb do kawioru to bulwa, mleko i potaż muszą dawać im zajęcie i zysk, inaczej się im w dupach zupełnie poprzewraca i jeszcze może jakichś protestów albo referendów im się zachce. Obstawiam więc, że było coś koło 201X. A jak uruchamiamy na nowo wygaszony nieco sektor mięsny, bo wrócił popyt, to trzeba wyciągnać z warszatow i magazynow części, zrobić przeglądy, uruchomienia, testy aparatów, linii, urządzeń, stało to parę lat nieużywane, są problemy, Miruś przyjedź, zobacz, pogadaj, doradź, nie zawracaj głowy sobą człowieku.
Taka robota. Jadę. Challenge accepted!
Więc wchodzimy z Antonem, naszym człowiekiem z Grodna na teren tego Państwowego Kombinatu Mięsnego, przez okno widzę że w rzeźni jak to w rzeźni Dezerter ale standard higieny wysoki, HACCP, czepki, dezynfekcja – a nagie, zakrwawione haki na tusze błyszczą w świetle silnych LEDowych reflektorow, wabiąc swym odbitym blaskiem głodne czarne bzyczące muchy z zewnatrz. Ale nie dla was kiełbasa robale, okno zamkniete szczelnie, mucha nie mysli za wiele, refleks światła, robi w powietrzu pętlę i zasuwa predkością 3,5 m/s na spotkanie z szybą jak ze swą nemezis, rozbija się z pełnym pędem ( masa razy prędkość! ) zostawiajac na zewnetrznej powierzchni szkła brudno-krwawą plamę z cichutkim pac! Tam gorąco, plus 30, odpady poubojowe lekko podgniły i śmierdzą, much roje, ale nie dla was kiełbasa!
Bo to zakład produkujacy kiełbasę na Eksport, okienko możliwości się na chwilę rozchyliło i ktoś tam Mądry z Centrali dał Klientowi z okazji Dnia Zjednoczenia Białorusi 17 września 39 Grant im. Feliksa Dzierżyńskiego na innowacyjny, zautomatyzowany system do produkcji kiełbasy i ( tu sie robi naprawde ciekawie) jest to kiełbasa polska. Polska! 🇵🇱 Dopiero co wczoraj zwiedzałem świetnie zrewitalizowany zamek Mir Księcia Radziwiłła po drodze na Lidę ( na zdjeciu), cegły z fundamentów ruin zamku w Nowogródku całowałem a łzy wzruszenia kapały gdzie dzięcielina pała a dziś częstują już na bramie Polską Kiełbą i kielichem? No nie moge, Słowianie, wszędzie Słowianie! Każemy się z Antonem prowadzić do Naczalnika Praizwodzwa. Specjalista z Jewropy przybył.
Spotkanie poszło dobrze, rzeczowo, pochwaliłem go na poczatku za housekeeping na icebreaker a i na koniec Naczalnik czuł wdzięczność za to, że mu pomogłem, rozwiazując mu prostym mykiem trudny problem. Normalka.
„Bardzo jestem Panu zobowiazany za pomoc. Jak z Pana taki specjalista , to pokażę Panu coś czego Pan jeszcze nie widziałeś, nasz tajny projekt R&D finansowany przez Prezydenta Republiki.
Pajdziomtie.”
Naczalnik podchodzi do Antona i nachyla się i coś mu szepcze na ucho przez chwilę, a tamten kiwa potakująco głową, mruży swoje błękitne jak toń Jeziora Nieszczerdo oczy, po czym rzuca w moim kierunku:
„Ja tu zostaję, idź, będę czekał na Ciebie na bramie”
Paniatna. Wychodzimy z gabinetu, podchodzimy do drzwi z mleczno-matowego szkła znajdujacych się na lewo w końcu korytarza. Przy nich waruje wielki ochroniarz ze szparą między zębami od sterydów. „Dwie tabletki metki dla dobrej sylwetki” myślę, z politowaniem patrząc w tę szparę z pozycji niziołka, gdy ten śmieje się do mnie od ucha do ucha.
„Mamy gościa, Jasza” mówi Naczalnik.
Ochroniarz poważnieje, obmacuje mnie z góry na dół, każe zostawic telefon i torbę z laptopem przed wejsciem, wpisuje sześciocyfrowy kod na klawiaturze zamka drzwi, otwiera i wchodzimy.
Pusta hala, mocno oświetlona, w kącie stoi wielki połyskujacy chromem kontener który lekko buczy i wibruje a diody na panelu sterowania migają, sygnalizując stand-by. Trochę wygląda jak te skanery bagażu na kontroli bezpieczeństwa po odprawie na lotniskach albo jak średniej wielkości autoklaw, z jednej strony coś jak klapa włazu, z drugiej stożkowy wylot, jak zwężający się do małej średnicy lejek, z którego wystaje pęto polskiej 🇵🇱 kiełbasy. Hmm.
Naczalnik wkłada 2 paluchy do ust i gwiżdże głośno. W rogu hali otwiera się brama, przez którą wchodzi ubrany w fartuch z ceraty rabaciaga, z wielkim knurem na sznurku i ciągnie tę świnię w kierunku kontenera a ta się opiera, kwiczy, ale racice ślizgaja się na mokrej, śliskiej podłodze z lastryko. Widać że opłukał prosiaka wodą ze szlaucha, bo ten jest cały mokry ale czysty. Różowy prosiaczek taki, tylko 129 kg żywej masy, lekko nie jest. Naczalnik przekręca gałkę na panelu sterujacym, właz sie otwiera, wpychają knura we dwoch do środka, właz się zamyka z dudniacym łoskotem, po czym zapada cisza.
Naczalnik wciska zielony przycisk na panelu sterującym, bzz bzz bzz i nagle z wylotu zaczynają wypadać pęta kiełbasy polskiej, gotowej.
„Wot tiechnika!” śmieje się Naczalnik ale widocznie moja zmieszana mina mówi sama za siebie, wiec wyjaśnia:
„Sami skonstruowaliśmy to innowacyjne urządzenie, automatykę dostarczyła nam Mińska Akademia Nauk, kiełbasa wychodzi normalnie jak u was, ale tylko wtedy gdy do maszyny wprowadzamy prawdziwą polską unijną świnię. Importujemy je z certyfikowanej chlewni pod Białymstokiem, bo w inaczej kiełbasa smaku nie ma za grosz. Probówalismy nasze , ruskie , kazachskie, mongolskie , serbskie świnie, inne zwierzęta, nawet żubra Baćka kazał sobie i Koli zrobić w taki sposób na spróbowanie, żubra (!) w postaci polskiej grillowej, ale nie, to nie to samo co w Supraślu na targu…”
„Wiadomix” myslę sobie a w tym czasie kolejna polska świnia trafia do kontenera, bzz bzz bzz i następny pojemnik kiełbasy gotowy.
„I jak, podoba się Panu?” pyta Naczalnik
„Fajne, ale musze Panu powiedzieć że nie robi to na mnie wielkiego wrażenia, to taka lepsza maszynka do mięsa, tak?” odpowiadam
„Tak, ale wydajność 4 świnie, 300kg gotowej 🇵🇱 kiełbasy na godzine!”
„Eee, Panie, takie parametry można osiagać też innymi sposobami, nic w tym innowacyjnego. A czy ta maszyna potrafi zrobić tak, że po włożeniu w nią pęta wychodzi żywa polska świnia?”
A Naczalnik na to: „Nie, w takim wypadku nasza maszyna będzie całkowicie bezużyteczna, ale też Białoruska Narodowa Myśl Techniczna nie ma na to dobrych rozwiazań. Do tego na serio potrzebny byłby Prawdziwy Polak. Taka sztuka to się jeden raz w Waszej historii tylko udała, jednemu śmiałkowi.”
„O, a to ciekawe, komu?” pytam
„Twojemu staremu…” cedzi przez zęby Naczalnik.

Dodaj komentarz