Gdzie, gdzie?! w Karagandzie!” to taki post-sowiecki odpowiednik naszego „gdzie, gdzie? w dupie!” Қарағанды jest najbardziej oddalonym od morza miejscem na Ziemii. Co robić w takim górniczo-przemysłowym ośrodku, 8 godzin lotu od domu, w wolny weekend w przerwie delegacji, przy – 32 stopniach mrozu, zawiei i 3 metrach śniegu? W mieście, w którym przez trwajacy od 3 dni buran zamknięto wszystkie rogatki i siedzimy, czekając na okno pogodowe, by jechać dalej? Na szczęście Maksat sprawdził, że w niedzielę będzie słońce, zamieć ma się skończyć i zaplanował nam wycieczkę za miasto bo bym chyba od wódki i bani się skończył z przytupem. BornToBeQazaq!
To była moja 1sza wizyta u Niego w Regionie, koniec 1szego jej tygodnia. Niedziela, Sunday, Воскресенье – znacie te historie, nie? Od rana rzeczywiscie lampa, biały śnieg skrzy się w porannym słońcu, skrzypi przy -27 stopniach Celcjusza pod butem, wyjechalismy za miasto i jedziemy przez Ocean Śnieżnobiały, gra muzyka, ciepło na maksa jak to u Kazachów w autach, tak trzeba żyć! Bardzo byłem podekscytowany tą wycieczką, bo to niespodzianka. Ale będę miał co opowiadać!
Okazało się, że podjechaliśmy pod jakieś muzeum w szczerym polu z Czerwoną Gwiazdą u frontu, coś jak Dom Partii w PGRze czy coś, a dookoła pustka.Wchodzimy, szatnia, bileciki, przewodnik, zwiedzamy. Komendanturę Najwiekszego w Historii Sowieckiego Łagru Bez Ogrodzenia zwiedzamy. Bo i po co Ogrodzenie, w każdą stronę nic. Карлаг.
Horror to mało powiedziane, sale tortur, zdjecia małych dzieci hodowanych przez kanibali na mięso z głodu, szkielety, partyjne mitingi, katorżnicza praca do wyniszczenia i lokalna społeczność nomadów, jakichś azjatyckich koczowników, nienawidząca Zesłańców.
Wysyłali swoje dzieci żeby rzucały kamieniami w nieszczęśników, wyrzucanych w śnieg prosto z bydlęcych wagonów, po tygodniach w drodze, głodnych i spragnionych tak, że trzeba było strzelić paru takim w łeb by reszta nie żarła śniegu i szła dalej, prowadzona przez sowieckich sołdatów na roboty z gołymi rękami do kopalni. To mi opowiada mój Kolega z pracy, Kazach z Karagandy i pokazuje mi białe kulki wyciągnięte z kieszeni.
„Paprobujtie” mówi Maksat. Biorę i próbuję zgryźć ale nie idzie, a słone to! To takie z 2 cm średnicy, ręcznie lepione, twarde kulki, suszony i solony twaróg z mleka, białko z solą, bardzo pożywne i nie psuje się podczas przemierzania Stepu konno ze swoim aulem i dobytkiem.
A przewodnik dodaje – „za pomaganie jeńcom groziła kara śmierci, wiec rodzice wysyłali kazachskie dzieci, by rzucały w nich kurtem. I potem, we wspomnieniach tych co przeżyli kaźń, pojawiły sie opisy jak to tylko dzięki tym mikroporcjom kalorii i soli ukrytym w łachmanach udało im się przetrwać. Również po 🇵🇱”
A z adaptera – rekwizytu w gabinecie Komendanta Karlag’u grała, śpiewana po rosyjsku, bardzo dobrze znana melodia. „Ta Ostatnia Niedziela” Mieczysława Fogga. Nie polecam nikomu tego miejsca odwiedzać. Wystarczy na moją twarz na zdjęciu zrobionym po wyjściu stamtąd popatrzeć…

Dodaj komentarz